TINOGONA

Witaj!

Jesteś na stronie poświęconej przemianie i kreacji swojego życia.
Wszystko, o czym tu piszę, sprawdziłam poprzez osobiste doświadczenie.
Być może i Ty znajdziesz tutaj inspirację i zrealizujesz swoje marzenia!

Zapraszam

Marzenia

MARZENIA są początkiem pożądanego zdarzenia. Marzenia i zdarzenia są elementami tej samej prostej. Po jednej stronie osi na samym początku jest nasze pragnienie/ marzenie. I mimo że jest ono pewną naszą imaginacją, wyobrażeniem, czymś zdawałoby się ulotnym, to jednak jest początkiem procesu, który można nazwać drogą do spełnienia się go. Czyli drogą, na końcu której jest pożądane, oczekiwane zdarzenie. Zdarzenie, czyli w tym przypadku przejawienie się naszej imaginacji w świecie fizycznym. Dlatego właśnie marzenia, jako sformułowane myśli są tak ważne.
Skoro na początku każdej rzeczy przejawionej jest myśl, to sformułowane marzenie jest częścią kreacji naszej rzeczywistości. Im dokładniej wyobrażone i przemyślane, tym lepiej dla nas.

Czy zastanawiałeś się kiedyś nad tym, po co tu jesteś? Czy istnieje coś takiego jak powołanie? Czy może masz do wypełnienia jakieś zadanie, czy realizujesz w życiu cel, unikalny cel, ścieżkę tylko dla Ciebie?
Jestem zdania, że tak. Każdy z nas ma swoje konkretne przeznaczenie. I niekoniecznie wypełniamy nasze powołanie dopiero, gdy osiągniemy to coś, co określimy jako nasz cel. Cała droga prowadząca do tego celu i jego osiągnięcie i dalszy rozwój później- to wszystko jest naszym doświadczeniem do przeżycia, naszym zadaniem.

Niektórzy potrafią bardzo dobrze go określić dla siebie. Są też tacy, którzy żyją i czasem zastanawiają się nad sensem lub bezsensem swojego życia i jest on dla nich zagadką.
Jedno jest pewne, dopóki nie znajdziemy się w życiu na właściwej ścieżce, dopóty jesteśmy niespokojni i mamy poczucie kompletnego bezsensu. Cierpimy na brak energii, chorujemy na depresję.

Jak rozpoznać po co tu jesteśmy?
Trzeba zwrócić się ku sobie, na nowo sobie zaufać. Otworzyć się na głos, który (może na początku nieśmiało) powie Ci jakie są Twoje marzenia.
Tak, marzenia są znamionami tego kim jesteś, podpowiedzią po co się tu narodziłeś.
Marzenia mogą się zmieniać. I to jest w porządku. Pewne jest to, że jeśli wydaje Ci się, że w życiu straciłeś właściwy kierunek, uświadomienie sobie ponowne, jakie obecnie są Twoje marzenia, wskaże Ci drogę. Są to Twoje marzenia-drogowskazy.
Ale jest też inny rodzaj marzeń. Dotyczące tych bardziej prozaicznych rzeczy, np. kupić sobie naprawdę fajne i wygodne buty albo zobaczyć jakiś nowy film. Są to te marzenia, które mogą być dla nas regulatorem równowagi w zaspokajaniu potrzeb bieżących naszego ciała, psychiki i duszy. Dzięki słuchaniu ich wspieramy proces realizacji marzeń- drogowskazów. Jeśli np. marzysz tylko o tym, aby wypocząć, to może oznaczać, że ciało w sposób dobitny, ale jeszcze pokojowy, domaga się większej uwagi i liczenia się z jego możliwościami. Następnym sygnałem może być choroba.
Tak więc marzenia te duże i małe pełnią w naszym życiu bardzo ważną rolę.

Czy Twoje marzenia są dla Ciebie ważne i czy wierzysz, że są możliwe do spełnienia?

Kiedyś myślałam o marzeniach tak: „nie warto marzyć, gdyż łatwiej poradzić sobie z bylejakością na co dzień, niż z tym, że zrobisz sobie nadzieję, a potem doznasz wielkiego rozczarowania.”
To wyniosłam z dzieciństwa. Jednak w dorosłym życiu nauczyłam się nie oczekiwać od innych, ale brać odpowiedzialność za swoje szczęście i samemu o nie zadbać.
Wiele razy też słyszałam: „Marzenia? Życie jest ciężkie, w życiu trzeba się poświęcać, kto by tam miał czas myśleć o marzeniach. Zawsze znajdzie się coś ważniejszego do robienia niż spełnianie marzeń.” W ten sposób wielu z nas odcina się od siebie samego, od swoich pragnień i potrzeb. Tracimy czucie siebie- nie umiemy być dla siebie dobrzy, przeżywać dobrych, budujących rzeczy, bo przywrócenie czucia oznacza też dopuszczenie do głosu cierpienie, jakiego doznajemy na skutek robienia czegoś z czystej powinności, ale bez zgody ze sobą samym.
Jednak im szybciej potraktujemy swoje marzenia poważnie, tym szybciej odnajdujemy w swoim życiu sens i radość.
Jeśli obdarzymy siebie miłością i uwagą, wtedy mamy czym się dzielić i dbać dobrze o tych, którzy tego od nas potrzebują.

Marzenia się nie ocenia.
Czy zdarzyło Ci się myśleć „ Co też mi przyszło szalonego do głowy, jak inni na to zareagują?”.
To jest ocena siebie wg kryterium np.„ żyj podobnie jak inni, a nie będziesz się negatywnie wyróżniał”. Sęk w tym, że nasz oceniający umysł może zbombardować w ten sposób każdy wartościowy pomysł. Również marzenie. Marzenia jednak mają to do siebie, że dają się poczuć. Do dostrzeżenia naszych pragnień potrzeba powrócić do uruchomienia intuicji, do czucia siebie. Nasze ego może być w tym trochę niepewne, gdyż w naszej kulturze mentalne rozważania przedkłada się ponad czuciem. Jednak rola umysłu w dochodzeniu do własnych marzeń powinna być ograniczona- sprowadzona tylko do sformułowania poczucia w myśl.

Jak odgadnąć, czy jakieś pragnienie jest głosem duszy, czy głosem ego?

Ego zawsze kieruje się kryterium lęku: czy coś mi zagrozi/ zagraża? Czy ta zmiana jest bezpieczna? Zrobię to, żeby się zabezpieczyć. Itp.
Dusza natomiast kieruje się kryterium miłości, pragnieniem eksploracji, nowego doświadczenia, potrzebą rozwoju i wolności.
Jeśli zapytasz siebie, co się pojawia w Tobie na skutek rozmyślania o realizacji danego pragnienia- czy jest to uczucie wznoszące czy przytłaczające? Miłość płynąca z duszy zawsze jest energią lekką, wspierającą, wznoszącą, twórczą. Lęk płynący z ego będzie przejawiał się poprzez energię przytłaczającą, obciążającą, będzie przypominał o ograniczeniach i niebezpieczeństwach.
Kierując się głosem duszy i realizując jej plan wiesz, że ona jest Twoim najlepszym przewodnikiem. Wtedy ujawniają i rozwijają się Twoje wszystkie talenty i genialne rozwiązania. Czujesz, że jest to twoje miejsce. Trudności nie zniechęcają Cię, ale prowokują do twórczych rozwiązań. Towarzyszy Ci radość i zapał.

Dzieje się to w co wierzysz, działa to, w co wierzysz.

“Nigdy nie rezygnuj z marzenia, tylko dlatego, że zrealizowanie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie”
– Earl Nightingale

Historia
Tererai Trent

Pewnego razu natrafiłam na nieprawdopodobną i wzruszającą historię kobiety Tererai Trent, która przeszła niesamowitą drogę. Od małej wioski w Zimbabwe, w której była calkowicie zależna od woli innych do…no właśnie, może po kolei…

Jest to historia dla wszystkich, którzy nie mają lub tracą wiarę w to, że można odmienić swoje życie na lepsze.

Tererai urodziła się w 1965 roku w małej afrykańskiej wiosce Zvipani w Zimbabwe. Jej życie od początku nie odbiegało od utartych w tamtym miejscu i czasie zwyczajów. Codzienność była ciężka. Warunki materialne były trudne, trzeba było ciężko pracować, nie było wody, prądu. Dodatkowym utrudnieniem wyrwania sie z tej rzeczywistości było to, że kobiety nie miały prawa do edukacji. Właściwie, to wszystko zależało od głowy rodziny. Niektórzy chłopcy byli posyłani do szkoły, choć nie wszyscy, ale dziewczynek z reguły to nie dotyczyło; edukacja dziewczynek była uważana za zbędną. Brat Tererai chodził do szkoły, ona nie. Jednak dziewczynka potajemnie uczyła się z książek brata i nawet czesto odrabiała za niego prace domowe, przez co dostawał za nie dobre oceny. Kiedy nauczucielka odkryła ten proceder i dowiedziała się o zapale dziewczynki do nauki, przyszła do ojca Tererai i błagała go, aby pozwolił Tererai chodzić do szkoły, niestety bezskutecznie.

W wieku 11 Tererai lat została wydana za mąż – sprzedana przez swego ojca za krowę. Jej mąż był mężczyzną, często nadużywającym swojej władzy nad żoną i bił ją prawie każdego dnia. W momencie, gdy historia będąca przedmiotem tej opowieści się zaczęła, Tererai miała 18 lat i zdążyła urodzić czwórkę dzieci. Pierwsze z nich zmarło, ponieważ nie miała wystarczającej ilości mleka, by je wykarmić; sama była jeszcze dzieckiem. Potem jeszcze urodziła piąte dziecko. Dotychczasowa historia jej życia nie była jedynie jej historią. Kobiety z jej rodziny i całej wioski miały los przesądzony. Z pokolenia na pokolenie matki przygotowywały swoje córki do życia pełnego cierpienia i całkowitej zależności od mężczyzn. Bieda, przemoc, beznadzieja. Tererai mocno chciała to odmienić, przekazać swoim dzieciom już coś innego. Czuła w sercu, że tak nie powinno być i że chce innaczej.

Pewnego dnia, gdy Tererai miała osiemnaście lat, wydarzyło się coś, co odbiegało od normalnego życia i co niespodziewanie przestawiło tory życia dziewczynki w zupełnie innym kierunku. Do wioski przybyła grupa pracowników z programu Heifer International zajmujących się walką z ubóstwem i analfabetyzmem w biednych krajach. Wraz z nimi była także Jo Luck, biała kobieta. W trakcie jednego ze spotkań Jo Luck mówiła siedzącym w kręgu kobietom z wioski o tym, jak ich życie może zmienić się po zdobyciu wykształcenia. Zadała im też pewne pytanie: “jakie są wasze marzenia?”.
Niektóre kobiety nieśmiało próbowały odpowiadać, mówiąc o bardzo przyziemnych oczekiwaniach. Tererai siedziała cicho i myślała o tym, że nikt nigdy o to ją nie zapytał. “Kobieta taka jak ja ma marzyć?”. I w tym momencie Jo Luck zwróciła się prosto do niej. Spojrzała jej prosto w oczy i zapytała: “Dlaczego siedzisz cicho? Powiedz mi, jakie są Twoje marzenia?”
Jak później opowiadała Tererai, nie wie jak to się stało, ale to było tak, jakby coś w nią wstąpiło i kazało jej mówić. Powiedziała, że chce zdobyć wykształcenie, skończyć szkołę, college i zdobyć tytuł doktora.
W tej sytuacji, brzmiało to jak szaleństwo. Kobiety patrzyły na nią ze zdziwieniem wiedząc, że przecież Tererai nie chodziła nigdy do szkoły. One nie wiedziały, że Tererai jako dziewczynka, potajemnie uczyła się z podręczników swego brata.

Jo Luck jednak poważnie potraktowała to, co usłyszała, spojrzała na nią. Wzięła ją za rękę i popatrzyła jej głęboko w oczy i powiedziała: “Jeżeli tego naprawdę pragniesz, to to jest osiągalne”. Użyła wtedy słowa “tinogona”, co w miejscowym języku shona znaczy – to jest osiągalne.

Tererai opowiedziała o całym wydarzeniu swojej matce. O tym, że była na spotkaniu kobiet z wioski, z białą kobietą, która powiedziała, że jej marzenia są tinogona. I że ona też w to wierzy. Wtedy mama Tererai, doradziła jej, że jeśli jest to dla Tererai naprawdę ważne i naprawdę w to wierzy, niech to zapisze na kartce i zakopie głęboko w ziemi”.
W wiosce był taki zwyczaj, że gdy dziecko się rodziło, to obciętą pępowinę, zawijano w kawałek sukienki matki i zakopywało głęboko w ziemi, by ziemia strzegła tego człowieka, oraz by on sam pamiętał, gdzie jest jego miesce.
Matka Tererai powiedziała, żeby ona zrobiła to samo ze swoimi marzeniami. By zapisała je na kartce i zakopała głęboko w ziemi.

Tererai wypisała cztery marzenia: chciała jechać do Ameryki, chciała skończyć college, chciała uzyskać tytuł magistra i chciała zostać doktorem. Pokazała te marzenia mamie. Ta poradziła jej, by dopisała jeszcze piąte marzenie.
Mianowicie, że gdy uda się jej już spełnić cztery marzenia, żeby wzięła je ze sobą i przywiozła je z powrotem. Do swojej ziemi i swojej społeczności. Wtedy jej marzenia będą miały większe znaczenie i większą wartość. Tererai dopisała piąte marzenie, włożyła kartkę w blaszaną puszkę, zakopała ją głęboko w ziemi, pod kamieniem na skraju pola, gdzie całe życie pasała bydło.

Po tym wydarzeniu wróciła do dnia codziennego. Do domu, do dzieci, do męża. Jednak wróciła z intencją do zmiany, do realizacji swoich marzeń.
Potem, gdy tylko mogła szła na skraj pola, gdzie zakopała swoje marzenia, siadała na kamieniu i marzyła. Wizualizowała sobie, jak tylko potrafiła w najdrobniejszych szczegółach, jak leci samolotem do Ameryki, mimo że nawet nie wiedziała jak wygląda samolot, bo go nigdy w życiu nie widziała. Wiedziała jedynie, że jest to coś co porusza się po niebie. Więc wyobrażała siebie poruszającą się po niebie. Widziała siebie dostającą dyplom ukończenia collegu, dyplom magistra. Widziała siebie żyjącą w Ameryce. Była szczęśliwa ze swoim doktoratem. Potem znów wracała do swego trudnego życia, ale robiła wszystko co w jej mocy, by przybliżyć realizację swoich marzeń.

Pierszym etapem w realizacji marzeń była matura. To było trudne zadanie. Nie mogła zrobić tego u siebie w wiosce. Musiała zrobić to korespondencyjnie w szkole w Cambridge w Anglii.
Wysłała swoją aplikację i podeszła do egzaminu. Czekała pół roku na kopertę z wynikami egzaminu. Gdy poczta wreszcie nadeszła okazało sie, że nie zdała.

Żeby podejść do kolejnego egzaminu musiała znowu zebrać na niego pieniądze, trwało to dwa lata. Podeszła do drugiego egzaminu, wysłała korespondecję. Po kolejnej połowie roku oczekiwania na korespondencję zwrotną. Z kolejnej koperty dowiedziała się, że znów nie zdała.
Potem były następne próby i tak w końcu udało jej sie zdać maturę po ośmiu latach prób. Tyle czasu to zajęło. I oczywiście oprócz nauki i czekania na wyniki egzaminu, to było osiem lat ciężkiej pracy, przemocy, czasem głodu, zmęczenia, cierpienia, zwątpienia.

A potem zrządzeniem losu sprawy potoczyły się dalej. Młoda Tererai poleciała do Ameryki. Znalazła się tam razem z gromadką swoich dzieci i mężem w dalszym ciągu nadużywającym siły fizycznej. Ale Tererai znalazła się tu z mocnym postanowieniem ukończenia collegu. Życie w Ameryce nie było łatwe. Musiała pracować kilku pracach na raz i chodzić do szkoły. Sama utrzymywała rodzinę, ponieważ jej mąż nie miał pozwolenia na pracę.
Jednak to jej nie powstrzymywało, bo cały czas miała w sercu, że jej marzenia są tinogona.
Trzy lata później kończy college. Tererai leci do rodzinnej wioski, odkopuje pudełko, wyjmuje karteczkę i odznacza zrealizowane marzenie.
Kolejny cel: zdobyć tytuł magistra.
Codzienność nadal nie była łatwa. Mimo pracy w kilku miejscach na raz, brakło pieniędzy i nawet jedzenia dla licznej rodziny. Miała możliwość dostawania za darmo żywności wyrzucanej ze sklepu, ale musia stawiać się po nią punktualnie o czwartej rano. Zwykle nie zdążała na tą godzinę i żywność lądowała w śmietniku. Wygrzebywała więc jedzenie ze śmietnika. Po nakarmieniu dzieci dalej biegła do pracy i do nauki. Goniła swoje swoje marzenia.
Miała poczucie, że realizacja jej marzeń będzie też niosła ze sobą inną rzeczywistość dla swoich dzieci i nie tylko.
Mimo trudności, udało się jej osiągnąć także tytuł magistra. I kolejne marzenie może być odznaczone jako zrealizowane.
To co wydarzyło się później, było kolejnym cudem.
Starała sie o pracę. Aplikowała i została przyjęta. Ale nowe miejsce pracy znajdowało sie w innym stanie. Poleciała do tego innego stanu i poszła na rozmowę do nowego miejsca pracy. Gdy znajdowała się już obok tego miejsca, zaczepiła ją mijająca ją nieznajoma kobieta. Owa kobieta zatrzymała się, popatrzyła na Tererai i zapytała: “Czy ja Ciebie znam?” Tererai pomyślała oczywiście, że to niemożliwe, żeby mogły się znać, bo przecież jest pierwszy raz w tym stanie; nigdy tu nie była. Ale gdy popatrzyła na obcą białą kobietę jej jeszcze raz i spojrzała jej w oczy, coś otworzyło się w jej pamięci. Powiedziała: “Tak, jednak chyba Ciebie znam.” Kobieta zapytała Tererai, czy przypadkiem nie pochodzi ona z Zimbabwe. Tererai powiedziała: “Tak”. Wtedy spojrzała na białą kobietę jeszcz raz i przypomniała sobie. To była ta sama kobieta, Jo Luck, która czternaście lat temu, powiedziała jej, że jej marzenia są tinogona. Teraz spotykają się w innym kraju, w miejscu, w którym dopiero co się znalazła.
Okazało się że Jo Luck, jest dyrektorem generalnym firmy, w której Tererai właśnie dostała pracę. Jakby tego było mało, Jo Luck zabrała Tererai do budynku, do pomieszczenia, gdzie nad biurkiem wisi zdjęcie Tererai zrobione czternaście lat temu. Dlatego twarz Tererai była dla niej znajoma.

Opowieść jeszcze się nie kończy.
Dzięki możliwości pracy i wsparciu Jo Luck, Tererai rozpoczyna doktorat. Życie dalej jej nie rozpieszcza. Ulgą jest deportacja bijącego ją męża.
Tererai udziela wywiadu w dla Oprah Winfrey, która jakimś sposobem dowiedziała się o historii Tererai. Zaprosiła ją do swojego programu telewizyjnego. Po pierwszym ich spotkaniu Oprah wyznała już przy pierwszym spotkaniu, że nigdy nie spotkała takiej wspaniałej osoby ja Tererai, mimo iż w swoim programie gościła największe osobistości tego świata. Była poruszona jej historią i jej marzeniami

Tererai Trent zdobywa swój doktorat. Wychodzi ponownie za mąż za profesora Trenta.
Zajmuje jej to dwadzieścia lat. Dwadzieścia lat podążania za głosem serca, wypełnionego ciężką pracą i determinacją.

Teraz, gdy udało się zrealizować czwarte marzenie, na liście pozostało jeszcze jedno, to które podpowiedziała jej mama. Teraz miała za cel wrócć do domu i wybudować szkołę dla dziewczynek i kobiet, które w jej ojczyźnie nie mogły się uczyć. Jednak tutaj nie wiedziała jak zrealizować ten cel, bo nie miała pieniędzy. A na szkołę trzeba dużo pieniędzy. Próbowała między innymi produkować i sprzedawać koszulki z napisem “tinogona”. Ale sprzedała tylko dwadzieścia sztuk swoim znajomym. Jednak nie poddawała się. Dalej myślała, modliła sie, marzyła.

Aż pewnego razu, odebrała kolejny telefon od Oprah Winfrey. Oprah zaprosiła dr Tererai Trent jeszcze raz do siebie, aby przekonać się jak wygląda teraz jej życie na jakim etapie realizacji są jej marzenia. Gdy podczas programu zadała do pytanie, Tererai opowiedziała o swoim piątym marzeniu. O tym, że chce zanieść wszystko to, co zdobyła tu, z powrotem do swojej wioski, do swojej społęczności. Powiedziała, że chce wrócić i zbudować szkołę. Że nie wie jeszcze jak, ale wie całym swoim sercem, że to jest tinogona. Oprah spojrzała na nią i powiedziała: “Dam ci półtora miliona dolarów i pomogę ci wybudować tę szkołę.”

W rezultacie swoich marzeń, dr Tererai Trent wybudowała jedenaście szkół w Afryce do których uczęszcza kilka tysięcy dzieci. Napisała kilka książek, została motywacyjnym mówcą, przemawiała w ONZ w imieniu kobiet, dziewczynek, mówi o równym dostępie do edukacji.

“Kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały Wszechświat działa potajemnie, by udało Ci się to osiągnąć.”
– Paulo Coelho

Czy wiesz że

  • dążenie do realizacji marzeń ukierunkuje Cię w życiu na Twoją własną, unikalną ścieżkę
  • napisanie, czyli sformułowanie i dookreślenie swoich pragnień jest jednym z przełomowych momentów w procesie kreowania swojej rzeczywistości
  • zapisanie na kartce swoich marzeń i schowanie ich pomaga w procesie, który na swój użytek nazwałam „renderowaniem”; jest to proces potrzebny do przeniknięcia tego, co istnieje w formie myśli, a ma przejawić się w rzeczywistości fizycznej;
  • wdzięczność- objęcie świadomą uwagą tego, co jest obecnie, z radością i wdzięcznością. Tego, jak i w czym teraz przejawia się obfitość, miłość, życie, dobro i wszystko inne, co cenisz w twoim życiu. Jak stać się wdzięcznym?
  • wyobrażanie siebie w przyszłości, tej której chcesz, jest to przygotowywanie swojego ciała do zmian jakie nadejdą, jest przyspieszeniem naszego dojrzewania do tej zmiany
“Podróż tysiąca mil zaczyna się od jednego kroku”
– Lao Tzu

Tinogona- szkatułka kreacji

Tinogona- znaczy to jest możliwe, to jest osiągalne

O szkatułce

Tinogona
szkatułka intencji, szkatułka kreacji.
Pomysł na zrobienie sobie pudełka kryjącego zapisane marzenia nie jest nowy.
Szkatułka intencji, szkatułka kreacji, szkatułka na marzenia, to jeden z pomysłów na pierwszy krok ku potraktowaniu swoich pragnień serio. Jest to przedmiot, który ucieleśnia decyzję- „zmieniam moje życie- może jeszcze nie wiem jak, ale wiem na pewno, że chcę”. A można też inaczej, można wprowadzić tu element lekkościi potraktować jak zabawę.
Nadałam jej imię Tinogona. To ceramiczne naczynie jest wykonane z intencją wspierania jego nabywcy.
Możesz tu kupić gotowy przedmiot, możesz również zamówić według swoich indywidualnych potrzeb.

TINOGONA- instrukcja użytkowania

1. Napisz swoje marzenie/pragnienie na kartce. Sformułuj je dokładnie, ale nie określaj, jak i kiedy ma się ono zrealizować.  Najlepiej, aby zostało napisane w trybie dokonanym np. jestem marynarzem, lub podróżuję po Amazonii. Marzenia dotyczące różnych spraw najlepiej napisać na osobnych kartkach. Możesz też wykorzystać gotowe zdjęcia i wydruki z gazet.
2. Złóż i zwiń w rulon karteczkę i zawiń tasiemką lub sznurkiem tak, aby zmieściła się do szkatułki Tinogona. Nie zaglądaj do nich zbyt często. To daje pole umysłowi do kombinowania swoich rozwiązań. Zaufanie Bogu, Wszechświatowi, Źródłu czy jak to nazywasz to też przyzwolenie na rozwiązania, których teraz byś nie wymyślił. Nie rozmyślanie o tym „jak” otwiera Ciebie, Twoje ciało i Twoją rzeczywistość na nowe, pozwala puścić stare i przyjąć nowe.
3. Zapal świeczkę wdzięczności na pokrywce szkatułki. Zapalona świeca może być symbolem Twojej modlitwy, wysłanej intencji. Pamiętaj, wzbudź w swoim sercu wdzięczność za to, co wartościowego i dobrego już jest Twoim udziałem. Potem wyobraź sobie, to, że realizuje się Twoje marzenie. Wyobraź sobie siebie, jaki w nim jesteś, jak się w nim czujesz. Poobserwuj reakcje Twojego ciała na te wyobrażenia. Jeśli są one przyjemne, pozwól im się rozgościć w Tobie. Jeśli nie wszystkie takie są pozwól sobie zobaczyć pewne obawy, które mogą się tu pojawić. Nie oceniaj ich, zaakceptuj. Potem co jakiś czas powracaj do wyobrażania sobie swojego marzenia. Z czasem obawy powinny ustępować.
4. Zawsze kiedy spełni się marzenie podziękuj. Świeczka wdzięczności będzie tu dobrym narzędziem do uczczenia i świętowania tego wydarzenia.
5. W chwilach kryzysu, utraty wiary w swoje marzenia zapalaj świeczkę wdzięczności i powracaj do przypominania sobie swojego pragnienia. Nie dawaj pola do narzekania umysłowi. Przywołuj pozytywne zdarzenia, wesprzyj się czymś co lubisz, co Cię wspiera np. posłuchaj ulubionej piosenki, która ma na Ciebie dobry wpływ.

“Wszystko jest możliwe, trzeba tylko wiedzieć o sposobach.”
– L. Carroll

Twoja Tinogona

Moim marzeniem od prawie dwudziestu lat było uczynienie z ceramiki znaczącej części swojego życia. Ciekawe, że pojawiło się ono bez najmniejszych wcześniejszych doświadczeń ani kontaktu z tym rzemiosłem. To było dla mnie dziwne i niedorzeczne, więc początkowo próbowałam je pominąć w swoich planach. Ale powracało do mnie uczucie tęsknoty za tym. Uczucie podobne wspomnieniu kochania w młodości, które się utraciło.

Ale w końcu stało się to rzeczywistością, piękną rzeczywistością. Okazało się, że jednak można sobie ufać i pójść za głosem wnętrza. Jestem za to bardzo wdzięczna sobie i wszystkim, którzy mi w tym pomogli.

Tworząc Tinogonę łączę to wszystko czym chcę się dzielić dając innym wsparcie, z miłością do ceramiki.

Tinogona – wiesz, że nie musisz tego mieć, aby zmieniać swoje życie… Jest na to wiele sposobów. Możesz również stworzyć swoją własną szkatułkę intencji np. z pudełka po czekoladkach 🙂 Może nie będzie tam miejsca na świeczkę wdzięczności, ale można ją postawić obok.

Jeśli jednak zainspirował Cię mój pomysł na zmianę i na wspieranie siebie w dobrym, cieszę się. Jeśli dodatkowo spodobają Ci się moje szkatułki intencji i kupisz jedną z nich, moja radość będzie jeszcze większa. Możesz również zamówić szkatułkę dla siebie według swojego pomysłu. Wykonam ją dokładając intencję błogosławieństwa i mocy dla Ciebie. Zamówienie takie możesz złożyć przez formularz kontaktowy lub bezpośrednio przez maila.

“Przyszłość należy do tych, którzy wierzą w piękno swoich marzeń.”
– Eleonor Roosevelt
Shopping Cart